niedziela, 29 marca 2015

Śląska Liga Rajdowa - 1 runda w Kamieniu Śląskim

Po kilku wizytach na ul. Rakietowej we Wrocławiu i starcie w zawodach z cyklu WLTA (link1, link2, link3, link4), aż żal się robiło, że tego typu imprezy nie odbywają się gdzieś bliżej Gliwic. Lata minęły i w końcu, za sprawą Grupy AUTOMASTER, powołano do życia Śląską Ligę Rajdową. Pierwsza eliminacja (z planowanych 8) miała miejsce 29.03.2015 na lotnisku w Kamieniu Śląskim. Ileż to lat już tam nie byłem. Ostatnio w 2007 na wyścigach na 1/4 mili
a wcześniej w czasach zamierzchłych, gdy tor miał jeszcze homologację i odbywały się na nim wyścigi rangi Mistrzostw Polski
no i dziś, dzięki zaproszeniu na prawy od wujka Patryka...
 
Żeby nie było, że mam robić tylko za balast, dzień wcześniej dostałem od Pata link do zamieszczonego przez organizatora onboardu z przejazdu próby (super pomysł organizatora!), z delikatną sugestią "naucz się tego na pamięć" ;-) No to trzeba było się zabrać do roboty, czego owocem był gotowy opis, i to dzień przed zawodami!
Jak się potem okazało, był to strzał w dziesiątkę, bo totalnie organizatorzy nie ogarnęli tematu porannego zapoznania z trasą i treningu. Zrobił się chaos i niektórzy ledwo raz wyjechali na trasę by się z nią zapoznać. Z tego co wiem, temat już jest opracowywany na nowo i na następnej eliminacji powinno już być o niebo lepiej. My natomiast nie narzekaliśmy i już od pierwszego przejazdu "cisnęliśmy na opis" :-) A inni od nas notatki potem odpisywali... :-)
Po przedłużającej się trochę dezorientacji, w tym co i dlaczego się dzieje (albo i nie) w końcu zaczęły się przejazdy na czas. Te na szczęście już szły bardzo sprawnie i w około 4 godziny, 60 załóg pokonało czterokrotnie trasę. That is what I like! Szkoda tylko, że do końcowych wyników liczyły się tylko 3 z 4 przejazdów. Myślę, że niepotrzebnie wprowadzono taki zapis w regulaminie. Lepiej by było idąc za przykładem kolegów z Wrocławia, wprowadzić dwie klasyfikacje - rajdową (suma wszystkich przejazdów) i Time Attack (najlepszy przejazd). No ale cóż, takie zasady i już. Jeździło się natomiast fajnie, próba mocno techniczna była i z każdym przejazdem poprawiało się i czas i technikę przejazdu. 
Czasy też nie były złe, choć pole do poprawy jest jeszcze długie i szerokie. Ale w najmocniej obsadzonej klasie zajęliśmy ostatecznie 8 miejsce (na 27 aut), w nieoficjalnej klasyfikacji RWD stanęliśmy na 2 stopniu podium, zaś gdyby nas organizator zakwalifikował do grupy GOŚĆ (jak to przy poprzednich wszystkich imprezach miało miejsce), to byśmy ją z (małym) zapasem wygrali:-) ZA DOBRĄ ROBOTĘ PIWO SIĘ W KAŻDYM RAZIE NALEŻY!!!
A tu parę zdjęć, co ciekawszych ze startujących aut 
I parę klimacików okołorajdowych

A na koniec film z naszych przejazdów.

(fot: Mariusz Chalabowski, ja, AutoMaster)

poniedziałek, 9 marca 2015

Klasyki pod Tatrami - Tatra 148 AB 063 i Jelcz 272MEX

Wracam sobie spokojnie z nart, radyjko gra, pogoda dopisuje, humor trochę mniej (no bo w końcu to koniec ferii), aż tu nagle kątem oka obły czerwony kształt zauważam. Chwila zawahania (dosłownie nanosekunda) i natychmiastowa decyzja o nieplanowanej przerwie w podróży. Szybkim krokiem kieruję się w stronę gdzie wypatrzyłem ciekawy obiekt. I tak! Nie myliłem się. To Jelcz 272MEX, czyli popularnie zwany "Ogórkiem" autobus z lat 70-tych, tutaj w wersji miejskiej, z harmonijkowymi drzwiami. Co prawda tylko z przodu, ale nie umniejsza to jego wyjątkowości. Zaraz obok, stoi zaś równie ciekawa Tatra 148 AB 063 "dźwig". Ciekawe co to za podwórko i jaki los czeka te pojazdy. Niestety nie udało się zrobić więcej zdjęć, bo musiałem dać nogę przed mało-przyjacielsko nastawionym psiskiem... 
... które stało na straży powyższych klasyków, oraz strażackiego Stara, szczelnie ukrytego pod plandekami.

piątek, 27 lutego 2015

O tym jak Lancia Thesis chciała zostać Morganem

Niniejszym wysuwam śmiałą dość tezę, iż widoczna poniżej Lancia Thesis, właśnie wyziewa ducha, by oddać swe tylne światła Morganowi Aero...

(przepraszam siniorę policjantkę za to, że tak długo zajęło mi zrobienie tego zdjęcia i za drobny korek w kierunku Werony, jaki się za mną wtedy stworzył. Obiecuję, że będąc we Włoszech już zawsze będę miał aparat pod ręką, gotowy do pracy, a nie schowany w plecaku)