sobota, 18 czerwca 2011

Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie

Historia Muzeum Lotnictwa Polskiego w Krakowie sięga 1964 roku, kiedy to na terenie byłego lotniska Rakowice-Czyżyny odbyła się wielka Wystawy Lotnicza. Po zakończeniu imprezy duża część wystawianych na niej eksponatów pozostała w Krakowie i tak powstał zalążek muzeum. Pełna historia postania do wglądu na stronie muzeum. Korzystając z okazji przebywania w Krakowie, w dodatku z aparatem, nie mogłem sobie odmówić wizyty w tym miejscu. I nie żałuję ani trochę. Choć przyznam, że nie doceniłem wielkości obiektu i po kilku godzinach chodzenia po dość dużym terenie, obejrzeniu setek zgromadzonych tam eksponatów i zrobieniu kilkuset zdjęć, nogi mi do d... właziły...;) Ale było warto. Już na samym parkingu jest co robić;)

Na początek, po opłaceniu biletu wstępu, zwiedza się wnętrze nowo powstałego budynku o ciekawej architekturze. Betonowo-szklany obiekt kształtem przypominający wirujące śmigło samolotu, został otwarty w 2010 roku i jest obecnie jednym z najnowocześniejszych tego typu budynków w Polsce. Wewnątrz cała masa ciekawych i unikalnych eksponatów. Nie jestem ekspertem w temacie lotnictwa, więc nie będę się rozpisywał nad każdym z nich. Wszelkich informacji o wystawionych w muzeum maszynach latających można się doszukać na stronie internetowej muzeum, ale najlepiej po prostu wybrać się tam osobiście. Na pewno nikt się nie zawiedzie.

Na skrzydle jednego z płatowców czas nakreślił ciekawe wzory

Z budynku głównego, tak trochę "bocznymi drzwiami" wychodzi się na dwór (na pole;) gdzie czeka kolejna partia eksponatów do oglądnięcia. Piszę, że bocznymi drzwiami, bo albo ja czegoś nie zauważyłem (w sensie strzałek z kierunkiem zwiedzania) albo kwestię kolejności zwiedzania zostawiono po prostu zwiedzającym. Tak czy siak, z budynku głównego udałem się do najbliższego hangaru, w którym zlokalizowano eksponaty związane z wojskiem. Z tych "dużych" są m.in.: helikopter Bell CH-136 Kiowa

dar Sił Powietrznych Szwajcarii - Sud-Aviation SE-3160 Alouette III

i Lockheed F-104 Starfighter

dalej ciekawa ekspozycja modeli najpotężniejszych myśliwców świata

i parę innych ciekawostek

Obok, już w murowanym hangarze, kolekcja przedwojennych samolotów, cudem ocalałych od rozszabrowania i spalenia. Niestety większość z nich do naszych czasów dotrwała już bez skrzydeł

Opuszczam hangar staroci i kieruję się na obchód po odkrytej części ekspozycji

Jest tego od groma i samo przejście i oglądnięcie wszystkiego zajmuje sporo czasu, a co dopiero zrobienie każdej maszynie choćby kilku zdjęć...

Postanawiam obejść ekspozycję zgodnie z ruchem wskazówek zegara i tak na początek mamy:
potężnego MiG-a-29UB


i pokaźną kolekcję jego poprzedników - MiG-ów 15, 17, 19, 21, 23 - w różnych odmianach i wersjach

Na końcu "alejki MiGów" stoi duma Brytyjczyków - samolot szturmowy pionowego startu i lądowania BAe Harrier GR.3

no i jeszcze parę różnych mniej lub bardziej udanych konstrukcji, wszelakiej maści i rodzaju, poustawianych gdzie tylko się da.

Przechodząc obok SAAB-a J 35J Draken i AJSF 37 Viggen

docieram do kolejnego hangaru, w którym przechowywane są samoloty lekkie, szybowce



Dalej, przez podwórko zastawione naziemnym sprzętem wojskowym,

docieram do chyba najciekawszego budynku, oczywiście pod względem zawartości. Cały jest bowiem zastawiony przeróżnymi silnikami służącymi niegdyś do napędu samolotów.

Zobaczyć tam można przeróżne konstrukcje, od konstrukcji o układzie gwieździstym poczynając

poprzez boksery, widlaste, rzędowe czy nawet w układzie W, które same w sobie są dziełami sztuki (inżynierskiej):

jednym z największych tłokowych silników w zbiorach, jest 24 cylindrowy, 94 litrowy Argus As5 z lat dwudziestych ubiegłego wieku

dalej w oddzielnym pomieszczeniu kolekcja silników odrzutowych

Po obejrzeniu "silnikowni", pozostaje już tylko jedno pomieszczenie do oglądnięcia. Pomieszczenie, które wygląda trochę jak cmentarzysko. Zgromadzone w nim eksponaty wyglądają bowiem jak obraz nędzy i rozpaczy. Są w stanie oryginalnym - tak jak je gdzieś, kiedyś znaleziono - nie zostały poddane renowacji. Ale to nie umniejsza ekspozycji. Można przynajmniej zobaczyć przez dziury w poszyciu konstrukcję kadłuba, czy skrzydła, a takie "straszydła" też mają w sumie swój urok...

Podsumowując mój pobyt w Muzeum Lotnictwa Polskiego uważam za jak najbardziej udany. Aż żałuję, że dopiero teraz mi się to udało. Zdecydowanie polecam! Ale przy okazji ostrzegam, że by zwiedzić całość i wszystko dokładnie pooglądać, trzeba sobie zarezerwować dużo czasu i wziąc wygodne buty;)

Więcej zdjęć w albumie

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz