sobota, 28 sierpnia 2010

Paris - Wieża Eiffel'a, Łuk Triumfalny, Louvre, Notre Dame, Pompidou, Sacré-Cœur

Jadąc do kuzyna do Mons miałem w planach głównie zwiedzić Belgię. Co prawda ze względu na bliskość - jakieś 250 km - przeszła mi przez myśl chęć zobaczenia choćby w telegraficznym skrócie Paryża, to nie bardzo wierzyłem, że się to uda. W sumie w jeden dzień i tak bym niewiele zobaczył... Dodatkowo okazało się, że bilety na Thalysa (odpowiednik francuskiego superpociągu De-Ża-Wi;) są nieco za drogie jak na mój budżet:/ Szkoda. Naprawdę chciałem się przejechać tym pociągiem, z normalnymi prędkościami... Ale wtedy spotkała mnie niespodzianka. Michał postanowił bowiem, że chętnie by sobie zrobił trochę wolnego od pracy i mógłby się wybrać na weekend duParyża. Musiałbym tylko przełożyć powrót do domu o jeden dzień. Phi... no problemo:) Na szybko zrobiliśmy więc naradę, którym autem jechać (oczywiście wybraliśmy jego, bo moje to by pewnie do granicy francuskiej nawet nie doczłapało...;) i zarezerwowaliśmy pokój w hotelu F1. W sobotę o brzasku ruszyliśmy w kierunku kraju słynnego z... a jakże - z toru w Le Mans:) Droga przebiegła gładko i przyjemnie i przed 10 zameldowaliśmy się na parkingu pod hotelem. Tam od razu przystąpiłem do robienia zdjęć. Nieczęsto bowiem widuje się obok siebie 2 Citroeny SM i to w towarzystwie pięknego Jaga. Już mi się podoba ten cały Paryż;)



Jako, że jest jeszcze za wcześnie by się zabukować w hotelu, uderzamy od razu na miasto. Biorę z recepcji mapę miasta (przezornie żadnego przewodnika czy też mapy ze sobą nie mieliśmy) i... wręczam ją Michałowi. Dla mnie to za duże miasto i w ogóle nie umiem się odnaleźć gdzie, co i jak:/ Michał za to świetnie się tu odnajduje i stwierdza, że zwiedzanie warto zacząć od Bazyliki Sacré-Cœur, skąd widać prawie całe miasto jak na dłoni. Nie wiedziałem o tym i jadąc do Paryża samemu na pewno bym na to nie wpadł... Jako, że nasz hotel położony jest koło ringu od północnej strony centrum, do Bazyliki idziemy z buta, po drodze mijając charakterystyczne paryskie zakątki


Na miejscu, trochę zziajani (ja na pewno...) oczom naszym ukazuje się spektakularny widok Bazyliki w pełnym słońcu





Po krótkiej walce z automatem wydającym bilety wstępu na kopułę, pokonaniu kilkuset krętych schodów i kolejnej zadyszce wchodzimy na wąski taras na szczycie, skąd widok po prostu powala, zwłaszcza, że trafiliśmy na rewelacyjną pogodę - pełne słońce.


Łuk Triumfalny

Wieża Eiffela





Spektakularne widoki. Dobrze, że Michał prowadził naszą wycieczkę. Dzięki temu zacząłem zwiedzanie od odpowiedniego miejsca. Dalej już metrem pojechaliśmy w stronę centrum w okolice Sekwany.


Same stacje metra już zasługują na uznanie, każda jest niepowtarzalna, a już to co się działo w ich wagonikach przeszło moje oczekiwania. Już na starcie w naszym wagonie mieliśmy skrzypka, a potem koleś stojący obok zaczął sobie w najlepsze śpiewać. Znaczy się drzeć się, bo ze śpiewem to to nie bardzo miało jakiś punkt wspólny...;) Ale folklor. Teraz czekał spacer wzdłuż rzeki, gdzie co chwila było coś ciekawego. A to barka z Amphicarem na pokładzie

a to pięknie zdobiony Most Aleksandra III przy Grand Palais



w końcu to co chcą zobaczyć wszyscy zwiedzający Paryż - Wieżę Eiffela. Ja nie jestem bynajmniej wyjątkiem i powiem szczerze, że cieszyłem się jak dziecko widząc przed sobą tą monumentalną konstrukcję.



Bardzo chciałem wjechać na sam szczyt i stamtąd zobaczyć panoramę miasta. Apetyt w końcu rośnie w miarę jedzenia. Ale niestety pozostanie to nadal na liście rzeczy do zrobienia. Kolejka osób czekających na wjazd na szczyt była bowiem abstrakcyjnie wręcz długa i nie widziało mi się stać w niej przez kilka godzin. Zresztą nie mieliśmy tyle czasu. Cóż trudno... Next time. Idziemy więc dalej przez Pola Marsowe. Po drodze mamy nielichy ubaw z ludzi robiących sobie "jedyne w swoim rodzaju" zdjęcia;)


Choć sama wieża prezentuje się wspaniale. Na każdym kroku zaś musimy odganiać dziesiątki lokalesów próbujących nam wcisnąć większą lub mniejszą miniaturkę wieży. W ostateczności oparłem się jakoś pokusie i nie kupiłem tego badziewia...;) Pod samą wieżę wrócimy natomiast na pewno jeszcze wieczorem, by zobaczyć jak wygląda w ciemnościach, oświetlona milionem lampek

Kawałek dalej na parkingu stoi przepiękny Lotus Elan


a po podjechaniu kilku stacji metrem dojeżdżamy na słynne Champs Elysees, gdzie już w tle widać Łuk Triumfalny.

Idąc wzdłuż alei co chwila coś przykuwa moją uwagę. Najpierw specjalna edycja 500 Abarth 695 Tributo Ferrari , poświęcona kierowcom tej włoskiej marki

a następnie ekspozycje ekologicznych technologii kilku producentów samochodów: Renault



z najbardziej "zielonym" autem jakie widziałem

kawałek dalej swój eko-salon miała Toyota, gdzie obok wiszącej na ścianie IQ, i futurystycznej FT-CH, podziwiać można było przepiękny koncept FT-86 - następcę kultowej Toyoty Corolli AE86 "Hachiroku"





Tak dochodzimy w końcu do samego łuku. Najlepsze miejsce do robienia zdjęć? Środek przejścia dla pieszych...;)

Kolejna spektakularna budowla, pięknie prezentująca się w słońcu z tym mnóstwem zdobień i płaskorzeźb na fasadzie.





Nie wiem już na co patrzeć. Czy na zabytki czy na samochody...


zwłaszcza, że napotykam kolejny salonik samochodowy, tym razem Peugeota




a kawałek dalej dwa Abarthy, stojące przed salonem kilku włoskich marek

gdzie stoi jedno z najpiękniejszych aut ostatnich lat - Alfa Romeo 8C Spider. Niesamowity wóz.


oraz kolejny Abarth

i Maserati

Piękny salon. Czas goni więc dobiegam do Michała, słysząc kątem ucha ryk potężnego silnika. To zjawiskowe Ferrari 458 Italia. Cóż za piękna czerwona bestia. Marzenie... (które jak się okaże uda mi się niewiele później zrealizować w Maranello:)

Podoba mi się ten Paryż;) Dalej mijamy Obelisk

i docieramy w końcu do Musee Du Louvre





Tu też nie zagrzewamy za długo miejsca. Raz, że muzeum jest już zamykane, dwa, że na zwiedzenie Luwru trzeba sobie zarezerwować praktycznie cały dzień. Z czego pewnie kilka godzin na samo stanie w kolejce do kasy... Idziemy szybkim tempem dalej, by zdążyć przed zachodem słońca pod Katedrę Notre Dame. Udaje się to w sam raz i naszym oczom ukazuje się pięknie oświetlona budowla. Jak zwykle Michał spisał się na 5+ w planowaniu naszej wycieczki:)






Z Notre Dame pomału kierujemy się w stronę hotelu, by tam trochę odpocząć i coś zjeść, co chwilę mijając wspaniałe widoki i miejsca.




z kosmicznym Pompidou na czele


Wieczorem znowu uderzamy na miasto. Zaczynamy od ciekawie wystrojonego McDonalda

dalej idąc przez "dzielnicę czerwonych latarnii" - Pigalle, gdzie pośród różnej maści przybytków, znajduje się słynny czerwony młyn - Moulin Rouge


mijamy klimatyczne zaułki

w drodze do Bazyliki Sacré-Cœur


tak jak za dnia, tak i nocą rozpościera się stamtąd rewelacyjna panorama miasta

a o pełnych godzinach, można podziwiać Wieżę Eiffela, mieniącą się milionem światełek


spod Bazyliki jedziemy pod Łuk Triumfalny - o tej porze chyba nawet bardziej spektakularny

a dalej już prosto pod znak Paryża - wieżę



To był długi i dość męczący dzień. Ale obfity we wspaniałe widoki. Na koniec jeszcze w metrze kupa śmiechu, po tym jak Michał zwrócił moją uwagę na pewnego jegomościa, chyba jamajskiego pochodzenia, z pół metrowej wysokości niebieskim turbanem na głowie, siedzącego naprzeciw nas. Przekomicznie wręcz wyglądał...;)
Drugi dzień. Po sowitym bagietkowo-nutellowym śniadaniu ruszamy dalej na podbój Paryża. Zaczynamy koło Pałacu Inwalidów, gdzie obecnie mieści się Muzeum Armii. Przy budynku znajdują się też pięknie utrzymane ogrody




natomiast wewnątrz znajduje się ekspozycja przeróżnych militariów - następnym razem będę już chciał zwiedzić całe to muzeum


Idąc dalej mijamy będący akurat w remoncie kościół Saint-Sulpice z przepiękną fontanną na dziedzińcu





i docieramy do ogrodów przyległych do budynków Senatu







Aż nas ściska widząc tylu biegających wokół ludzi, gdy nam już się prawie nie chce chodzić, a tu tyle wspaniałych miejsc do zobaczenia. Nie ma jednak możliwości zobaczenia wszystkiego co to miasto oferuje, w tak krótkim czasie:(




Niesamowite ile trudu trzeba włożyć w pielęgnację tych wszystkich ogrodów, parków, placów itp. A już na pewno w utrzymanie tylu kwadratowych drzew;)



Pomału kierujemy się do hotelu, gdzie mamy nadzieję zastać jeszcze nasze auto,

mijając m.in. Pantenon



czy Sorbonę

jeszcze raz Katedrę Notre Dame

i kolejny ogromniasty park


oraz Plac Bastylii


zaś pod Centrum Kultury Pompidou, oglądamy występy różnych ulicznych artystów


dalej Kościół Św. Eustachego w sąsiedztwie Les Halles



To była niesamowicie udana wycieczka do francuskiej stolicy. Super, że udało się Michałowi tam ze mną pojechać, bo tylko dzięki niemu aż tak wiele zobaczyłem. Sam bym się pewnie zgubił w tym ogromnym mieście...;) Zostało mnóstwo wspaniałych wspomnień, ale i miejsc do których na pewno kiedyś wrócę, mając tym razem zdecydowanie więcej czasu. DZIĘKI KUZYN!!!

Na koniec parę zdjęć bez komentarza, z miejsc których nazw już dokładnie nie pamiętam:



Więcej zdjęć z Paryża w galerii